Film Christophera Nolana „Odyseja” (2026) jeszcze na długo przed premierą rozpalał ciekawość widzów, wzbudzając szereg kontrowersji i dyskusji. Po premierze polemika nie straciła na mocy. Niektórzy nazywają film arcydziełem, podczas gdy inni punktują jego słabe strony. Jedno można powiedzieć na pewno: jest to produkcja ciekawa pod kątem scenariusza, zwłaszcza dla osób, które lubią tropić psychologiczne wątki i dostrzegać drugie dno.
Czego spodziewać się po filmie „Odyseja”?
Kultura grecka to źródło inspiracji od tysięcy lat. Miała ona bezpośredni wpływ na kształtowanie się europejskiej cywilizacji, zarazem odcisnęła globalne piętno w dziedzinach humanistycznych (chociażby poprzez motyw wędrówki czy szereg czytelnych dla wszystkich metafor jak koń trojański, syreni śpiew i wierność Penelopy). Po dziś dzień twórcy czerpią garściami z greckiej mitologii, nawiązując do niej w tekstach literackich, malarstwie, teatrze, a także w kinematografii. Jest więc zrozumiałe, że na ekranizację homeryckiego eposu skusił się również uznany amerykański reżyser Christopher Nolan. Zwłaszcza że miał na produkcję ogromne środki – aż 250 milionów dolarów.
Choć „Odyseja” wywodzi się z konkretnego kręgu kulturowego uważam, że poprzez swoją siłę oddziaływania i znaczenie nie należy ona jedynie do Greków. Tym samym nie razi mnie to, że produkcja jest bardzo amerykańska. Zarówno pod kątem doboru aktorów i języka, jak i wrażliwości oraz środków wyrazu. Piszę to, ponieważ wiele krytyków „Odysei” zarzuca filmowi brak wiarygodności historycznej i źle przeprowadzony casting. Jeśli ktoś oczekuje od ekranizacji, że dobrze odda ducha epoki za pomocą strojów, obyczajów czy scenografii, na pewno będzie zawiedziony. Świat przedstawiony w filmie można albo przyjąć jako umowny, albo frustrować się przez cały seans.
W filmie załoga Odyseusza przypomina bardziej zbieraninę ludzi, którzy właśnie wsiedli do tego samego wagonu nowojorskiego metra niż mężczyzn, który wracają po długiej wojnie do domu. Są wśród nich przedstawiciele różnych narodowości i ras. Również język jest na wskroś współczesny, co osobiście mnie bardzo raziło. Jako wnikliwa obserwatorka filmów Nolana twierdzę jednak, że dialogi to zawsze bardzo słaby aspekt jego filmów i „Odyseja” niestety nie jest żadnym wyjątkiem.

Dużym plusem produkcji jest dla mnie muzyka. Kompozytor Ludwig Göransson dostał od reżysera zakaz korzystania z tradycyjnej orkiestry symfonicznej przy komponowaniu ścieżki dźwiękowej. Postanowił więc odtworzyć klimat muzyczny epoki brązu. Posługując się metodą archeologii muzycznej udało mu się wraz z zespołem zrekonstruować niektóre antyczne instrumenty, jak gongi, aulosy, liry i piszczałki. Göransson wybrał się również do Albanii, gdzie zgłębiał techniki śpiewów polifonicznych. Przetrwały one tysiąclecia i doczekały się wpisania na listę UNESCO. Oczywiście finalne kompozycje są przefiltrowane przez naszą współczesną wrażliwość, w czym pomogły syntezatory analogowe. Ścieżkę dźwiękową uważam za duży atut produkcji.
Zdjęcia w „Odysei” zrobiły na mnie wrażenie i pozwoliły mi wejść w historię. W pamięci szczególnie utkwiły mi sceny szturmu na Troję. Ale są krytyczne głosy wskazujące na to, że warstwa wizualna jest dość skromna jak na deklarowany budżet. Faktycznie wiele kadrów jest ascetycznych, przeważają w nich puste przestrzenie. Ten minimalizm w moim odbiorze podkreśla samotność bohatera, ale rozumiem, że niektórzy widzowie mogli oczekiwać bardziej spektakularnych ujęć.
Weteran z PTSD. Sens superprodukcji „Odyseja”
„Odyseja” Nolana nie jest opowieścią o pewnym siebie i ciekawskim bohaterze, jakiego znany z homeryckiego eposu. Jest to człowiek naznaczony dziesięcioletnią wojną, podczas której widział cierpienie, śmierć i zniszczenie. Po takich doświadczeniach ciężko jest wrócić do siebie, a co dopiero do domu. Takie ujęcie tematu tłumaczy, dlaczego podróż powrotna Odyseusza trwała aż 10 lat. Nie potrzeba tutaj ingerencji sił wyższych czy niefortunnych zbiegów okoliczności. Trauma jest wystarczającym powodem, aby zabłądzić. Miałam poczucie, że w produkcji Nolana wszystko to, co przydarza się Odysowi, jest umowne. Nie chodzi ani o chronologię ani autentyczność przedstawionych wydarzeń. Równie dobrze mogą dziać się one w głowie bohatera lub mieszać się z jego fantazjami.

Wojownik z PTSD. Obsesje amerykańskiego kina
Przedstawienie bohatera przez pryzmat wojennej traumy nie jest pomysłem zaskakującym. Amerykańskie kino eksploatowało ten wątek wielokrotnie. Przykłady? Wystarczy wymienić kilka kultowych filmów: „Taksówkarz” (1976), „Łowca jeleni” (1978), „Rambo: Pierwsza krew” (1982), „The Hurt Locker. W pułapce wojny” (2008) i „Snajper” (2014). Christopher Nolan nie proponuje więc nic nowego. Raczej dokłada cegiełkę do tematu, który cały czas jest przepracowywany w kulturze amerykańskiej.
Skąd bierze się ponadprzeciętne zainteresowanie amerykańskich reżyserów stanem psychicznym weteranów? Ma ono swoje źródła w wojnie w Wietnamie, która przyniosła Stanom Zjednoczonym klęskę i spowodowała kryzys w kraju. Politycy przekonywali, ze wojna będzie szybka i łatwa. Zamiast tego przez wiele lat Amerykanie karmieni byli drastycznymi obrazami wojny i informacjami o jej ofiarach. Młodzi nie chcieli iść na front. Zaczęły się protesty, które skutkowały starciami z policją. Echa klimatu tych wydarzeń widać w znanym musicalu „Hair”. W Ameryce rósł w siłę barwny ruch hippisowski, opierając swoją ideologię na pacyfizmie (stąd słynne hasło: make love no war!).
Równolegle do kraju wracali weterani. Była to ogromna grupa, bo do Wietnamu wysłano aż 2,7 miliona Amerykanów. Większość z nich stanowili 19-letni poborowi. Żołnierze operowali w dżungli, zupełnie nieznanym im środowisku, gdzie doświadczali ekstremalnej wilgoci i upału. Czyhało na ich wiele niebezpieczeństw ze strony natury (tropikalne choroby, jadowite węże, pijawki), jak i przeciwników (pułapki oraz miny). Byli oni uczestnikami bądź świadkami zbrodni na cywilach, a wojna partyzancka wymuszała na nich strzelanie do kobiet i dzieci. Nic dziwnego, że wielu żołnierzy doświadczało poczucia winy i wstydu. Zwłaszcza że wracali do społeczeństwa, które patrzyło na ich z wrogością i otwarcie nazywało mordercami.
Statystyki pokazują, że na PTSD cierpiało prawie 1/3 weteranów wojny w Wietnamie. Borykali się oni z klasycznymi objawami stresu pourazowego jak wybuchy agresji, koszmary senne, flashbacki, ciągła czujność i problemy z koncentracją. Wielu z nich miało problem z alkoholem i narkotykami oraz z powrotem do społeczeństwa i znalezieniem pracy (zwłaszcza jeśli byli inwalidami). Część byłych żołnierzy zaczęło mieć problemy z prawem, a nawet doświadczyło bezdomności. Toksyczne chemikalia stosowane w trakcie wojny sprawiły, że sporo mężczyzn zachorowało na nowotwory. Niestety, weterani byli bardziej skłonni do stosowania przemocy domowej, co skutkowało rozwodami i rozbiciem rodzin. Amerykański Departament Spraw Weteranów nie był w stanie zapewnić żołnierzom odpowiedniej pomocy. Jednocześnie problem ich traumy był widoczny i namacalny. Zaczęto więc go przenosić na kinowe ekrany.
Można powiedzieć, że powracanie do analizy psychiki weterana jest próbą zmierzenia się z traumą wojenną, która odcisnęła piętno na całym amerykańskim społeczeństwie. Biorąc pod uwagę fakt, że amerykańscy żołnierzy są cały czas aktywni i uczestniczą w wielu „operacjach wojskowych” w różnych zakątkach globu, temat zostaje boleśnie aktualny.

Filmowe tropy wskazujące na PTSD Odyseusza
W superprodukcji Nolana ważnym tropem jest pobyt bohatera na wyspie Kalipso (Charlize Theron). W filmie wyraźnie pokazane jest, że Odyseusz (Matt Damon) spędził tam wiele lat, ponieważ stracił pamięć. Co ciekawe, osoby po traumie często prezentują luki pamięciowe, zwłaszcza dotyczące bolesnych wydarzeń, co ma chronić je przed bólem i wewnętrznym rozpadem. Postać Kalipso, która w oryginalne jest zaborczą kochanką, w filmie bardziej kojarzy się z figurą opiekunki i terapeutki. Ciekawym szczegółem jest kwiat lotosu, który pełni rolę środka uspokajającego. Widzimy momenty, gdy Kalipso łagodnym głosem zachęca Odyseusza do zmierzenia się ze wspomnieniami, jednocześnie sprawdzając jego gotowość do konfrontacji z nimi (dokładnie tak samo dzieje się w psychoterapii – terapeuta nie naciska na pacjenta, tylko czeka, aż wzmocni się na tyle, aby zmierzyć się z traumą).
Na ekranie widzimy flashbacki bohatera, które zaczynają składać się w spójną historię. Na koniec jest on w stanie przypomnieć sobie kim jest i skąd pochodzi. Punktem kulminacyjnym jest scena wkroczenia do Troi, które było możliwe za sprawą podstępu. Widzimy na ekranie jak wojownicy z amokiem i furią wbiegają do miasta, dając upust emocjom, które kumulowały się u nich od lat spędzonych pod murami Troi. Odyseusz początkowo ulega podekscytowaniu, aby po chwili zobaczyć, jak towarzysze broni niszczą miasto i prowadzą rzeź jego mieszkańców. Bohater znajduje się w piekle, w którym dominuje ogień i krew.
Niezwykle ważną sceną jest, kiedy Odyseusz widzi moment ścięcia kapłanki Ateny (Zendaya). Obraz ten staje się reprezentacją zbrodni, jakie dokonały się w Troi. Odyseusz poczuł się za nie odpowiedzialny – w końcu pomysł z koniem trojańskim był jego autorstwa. Twarz młodej kobiety, która symbolizuje sferę duchowości i moralności, zaczyna towarzyszyć mu w tułaczce. Staje się ona reprezentacją jego wewnętrznego głosu i świadczy o głębokim współczuciu, a nawet rodzaju więzi z pomordowanymi.

To zresztą nie jedyna scena, kiedy Odyseusz czuje się związany z poległymi. W pewnym momencie towarzyszymy bohaterowi w jego podróży w zaświaty, gdzie spotyka swoich żołnierzy. Scena, kiedy duchy zabitych wojowników zaczynają go gonić jest bardzo przejmująca. Pokazują one poczucie winy Odyseusza, który nie był w stanie z należytą czcią pożegnać i pochować towarzyszy broni. Jest to kinowe przedstawianie tzw. moral injury, czyli moralnego urazu, z którym często borykają się byli żołnierze, którzy zabijali, nie byli w stanie pomóc kolegom lub złamali na froncie swój kodeks etyczny.
Nie powinno dziwić nas, że Odyseusz, który w końcu wraca do Itaki, nie śpieszy się z ujawieniem swojej tożsamości. Jest jak pustelnik, który chce odkupić swoje winy. Zarazem bada grunt i lojalność najbliższego otoczenia. W uporaniu się z demonami przeszłości pomaga mu rozmowa z Penelopą (Anne Hathaway), która nie wie (albo wie, tylko się z tym nie zdradza), że słyszy swojego dawno niewidzianego męża. Małżonkowie rozmawiają przez parawan, co może nawiązywać do rytuału spowiedzi. Odyseusz wreszcie może zrzucić ze swoich barków ciężar win. Penelopa przyjmuje wyznanie ze łzami w oczach, ale też zrozumieniem i akceptacją.

Co można powiedzieć o postaciach z „Odysei”?
W produkcji Nolana można poszukać więcej sensów. Co ciekawe, reżyser lubi je zmieniać, co skutkuje tym, że homerycka opowieść nabiera nowego wydźwięku.
Kirke jako figura kobiet krzywdzonych na wojnie
W czasie swojej wędrówki Odyseusz trafia na wyspę Kirke. Od początku czuje, że coś tu jest nie tak. Dzikie zwierzęta spokojnie patrzą na niego i jego towarzyszy; okazuje się, że tak naprawdę są ludźmi. Kirke przemienia również wojowników Odyseusza w świnie, wprost nawiązując do ich natury. Nie jest to jedynie jej kaprys. Czarownica jasno mówi, że ze strony mężczyzn spotkało ją wiele przemocy. Nolan pokazuje więc, że wracający ze zwycięskiej wojny wojacy nie są szlachetnymi osobami. Kierują nimi najniższe instynkty, spowodowane głodem, wieloletnią walką i utratą więzi ze społeczeństwem. Kirke symbolizuje więc kobiety, które na każdej wojnie padają ofiarami męskiej agresji, na ogół seksualnej.
Polifem jako ofiara wtargnięcia i niesprawiedliwej oceny
Warto również zatrzymać się nad sceną z Cyklopem (Bill Irwin). W trakcie seansu widzimy, jak Odyseusz i jego kompani wchodzą do jaskini i sięgają po jego jedzenie. Kiedy potwór wraca do swojego schronienia, nie podejmują próby rozmowy. Polifem wydaje się im odrażający i głupi. Jakie jest więc ich zdziwienie, kiedy potwór zaczyna mówić. Tak właśnie działają stereotypy. Często i nam w życiu zdarza się zakładać, że osoba, która ma niepełnosprawność czy mocno wyróżnia się wyglądem, jest ułomna psychiczne. Nolan zdaje się pokazywać, że w tej sytuacji to Polifem jest ofiarą: do jego bezpiecznej przestrzeni wtargnęli obcy, którzy dodatkowo założyli, że są od niego lepsi.

Agamemnon jako despota i antybohater
W trakcie wojny trojańskiej ważną figurą był Agamemnon, którego Homer portretuje jako dumnego i apodyktycznego władcę. W filmie nosi on imponującą ciemną zbroję, która bardziej kojarzy się ze strojem Batmana niż starożytnego wodza. Dochodzi jednak do odwrócenia znaczenia: Agamemnon jest zdecydowanie antybohaterem. Nie przyszedł ocalić świata, tylko go podpalić. Symbolizuje on tyranię i nieustępliwość. W produkcji wprost powiedziane jest, że bitwa o Troję nie wybuchła z powodu kobiety, tylko z chęci przejęcia władzy nad szlakami handlowymi i poszerzenia wpływów. Postać Agamemnona celowo jest wyolbrzymiona i nieuchwytna. Nie sposób zobaczyć jego twarzy. Czy Nolan chciał przez to zdehumanizować Agamemnona? A może pokazać, że ludzie od tysięcy lat giną w imię nieznanych im władców i ludzi na szczycie?
Syreni śpiew jako wgląd w pragnienia, których nie da się spełnić
Jedną z ważniejszych scen w „Odysei” jest podróż obok syreniej wyspy. W homeryckim świecie syreny swoim dźwięcznym i słodkim śpiewem zwabiają żeglarzy, dając im ułudę erotycznego spełnienia, co prowadzi ich do śmierci. Nolan na swój sposób interpretuje ten fragment. W trakcie seansu nie słyszymy śpiewu syren. Zamiast niego wybrzmiewa motyw muzyczny „Sirens” Göranssona. Nie wiemy więc jak brzmi pieśń, ale dowiadujemy się, że dotyczy tego, co człowiek najbardziej chce — i zarazem tego, czego nie może odzyskać. Na ekranie obserwujemy samą reakcję Odyseusza, która pokazuje, jak śpiew dotyka jego najgłębszych ran. Taki wgląd może być dla człowieka nie do zniesienia.
Warto zwrócić uwagę na pewien muzyczny szczegół. Utwór „Sirens” powraca podczas rozmowy Odyseusza i Penelopy, która toczy się przez parawan. Można rozumieć to tak, że Odyseusz znów jest w sytuacji pokusy, tym razem, aby ujawnić swoją tożsamość. To jednak wiązałaby się z niebezpieczeństwem dla niego i jego żony. Zamiast tego bohater mierzy się ze swoim poczuciem winy i straty. Jako doświadczany losem człowiek wie, ze największym jego wrogiem jest właśnie pokusa i niespełnione pragnienia.

Postaci kobiecie jako odbicie psychiki Odyseusza
Na koniec warto wziąć pod lupę zarzut, który pada pod kątem „Odysei” Nolana. Chodzi o słabo napisane postaci kobiece, których portret nie został psychologicznie pogłębiony. Jest to prawda. Osobiście przychylam się do tezy, że kobiece postaci nie są odrębnymi bohaterkami z krwi i kości, a odbiciem psychiki Odyseusza. Kalipso to ukojenie i część psychiki zdolna do regeneracji. Atena reprezentuje poczucie winy, Syreny nierealizowane pragnienia i tęsknoty, Kirke zaś potrzebę obrony i kontroli. Sama Penelopa to reprezentantka tożsamości, która przypomina o domu i korzeniach.
Moralne dylematy odbiorcy „Odysei”
Analizując film Nolana po raz kolejny doświadczyłam zachwytu nad starożytną grecką kulturą, która wciąż jest nośnikiem znaczeń i rodzi wiele refleksji. Sama psychologia i psychoterapia garściami czerpie z bogactwa greckiej mitologii. Freud posługiwał się mitami, aby wyjaśniać zawiłości ludzkiej psychiki. Stąd chociażby szeroko używany termin kompleks Edypa/Elektry. W akademickiej psychologii mówi się z kolei o efekcie Pigmaliona – opisuje on zjawisko dostosowywania swojego zachowania do oczekiwań innych. Takich przykładów można podać o wiele więcej.
Nolan skorzystał z obfitości greckich opowieści, aby wydobyć z nich nowe znaczenia i powiedzieć nam coś o świecie. Film jest komentarzem do obecnych wydarzeń i jak pisałam wcześniej, nie mówi za wiele o zamierzchłych czasach i realiach życia starożytnych. Można pokusić się o wniosek, że produkcja ma wydźwięk antywojenny. W świecie, w którym żyjemy nie brakuje konfliktów zbrojnych. Widzimy jak płoną kolejne Troje, choć drewnianą konstrukcję konia zastępuje dziś armia dronów. Można więc powiedzieć, że głos Nolana jest ważny i potrzebny. Jak jednak pogodzić jego przesłanie z faktem, że część zdjęć prowadzona była na terenach okupowanej Sahary Zachodniej?
Z odbiorem filmu jest podobnie jak z odbiorem samej postaci Odyseusza. Możemy się z nim związać na czas seansu i kibicować mu, ale przecież jest to człowiek, który ma krew na rękach. Każdy z widzów ma więc pretekst aby porozmawiać ze swoją Ateną, przedstawicielką własnego sumienia.
Zdjęcia pochodzą z serwisu IMDb. Autorka zdjęć: Melinda Sue Gordon, © Melinda Sue Gordon Universal Pictures.
